In LIFESTYLE

Moc perfum – moje ulubione zapachy.


Zapachy mają niesamowitą moc. Definiują nas, oddziaływują na nasze zmysły i podświadomość. Często kojarzą nam się z określonymi sytuacjami w naszym życiu, jakimś konkretnym czasem.

 

Moc perfum poznałam po raz pierwszy, kiedy na Święta Bożego Narodzenia przyjechała do nas ciocia z Francji. Poza tym, że każdego dnia nosiła inne okulary, to jeszcze pachniała obłędnie. Zawsze siadałam jak najbliżej, żeby tylko móc wdychać woń jej perfum, a wtedy ten zapach był dla mnie powiewem luksusu i Paryża przede wszystkim. Wtedy wydawało mi się, że tak właśnie pachnie Paryż. Tak zakochałam się w perfumach Angel Mugler’a, że kupuję je namiętnie do dzisiaj. Miałam wtedy może 10 lat, a dziś prawie 30 i ten zapach wciąż tak samo mnie urzeka. Choć z biegiem lat, poszukuję lżejszych zapachów to ten zajmuje honorowe miejsce w mojej toaletce i zawsze powracam do niego w okresie jesienno zimowym.

Ostatnio przyznam szczerze, że nie dogaduję się z zapachami. Nie każdy mi odpowiada i wybierając je, jestem dość wybredna i kapryśna.
Uważam, że każda kobieta poza jednym sztampowym zapachem powinna mieć w swojej toaletce kilka różnych od siebie. W zależności od czasu, pory roku , humoru czy sposobu ubierania powinniśmy dobierać różne zapachy. Przecież nie zawsze jesteśmy takie same, raz bardziej słodkie a raz gorzkie. Podobnie jest z perfumami, powinny odtwarzać nasz aktualny stan, sposób bycia, podejście do życia, czy to w jaki sposób się ubieramy. Mój nos ewidentnie lubi zapachy orientalne lub kwiatowe, z nutą bergamotki. Lubię raczej słodkie zapachy, kiedy wyczuwalna jest w nich czekolada, karmel czy gruszka. Nie przekonują mnie te cytrusowe. Wolę cięższe, które czuć na ubraniach jeszcze przez długi czas, wybieram je zwłaszcza wtedy, kiedy za oknem robi się coraz chłodniej. Latem za to wybieram również kwiatowe zapachy, ale o trochę lżejszej tonacji, to są również takie nuty zapachowe, które świetnie sprawdzają się do pracy w biurze. Nie dominują swoją obecnością a są wyczuwane jedynie przy bliższym kontakcie. Do nich należy Kenzo World w różowym opakowaniu. Słodki, delikatny, ale nie mdlący. Innym zapachem, który odkryłam ostatnio jest zapach Givenchy L’Interdit. Właściwie kupiłam go za trzecim razem, kiedy wpadł w moje ręce. Ten zapach jest chyba najświeższym ze wszystkich jakie mam, a to za sprawą czereśni i gruszki połączonej z karmelem, wanilią i odrobiną pomarańczy.  Świetnie sprawdzi się na codzień, jest stworzony z myślą o silnych kobietach, które nie boją się podejmowania wyzwań. Mam nadzieję, że moje wybory podpowiedzą Wam co sprawdzić, kiedy następnym razem staniecie przed półkami pełnych perfum. A może będą też małą podpowiedzią jaki zapach kupić w prezencie świątecznym?


 

 

Previous PostStylowa sprawa.

No Comments

Leave a Reply