Skłamałabym  mówiąc, że marzyłam o przeprowadzce do Warszawy. Przewożąc tu rzeczy raczej robiłam to z ciężkim sercem i oglądałam się wstecz zostawiając mój Wrocław. Mimo, iż z jednej strony mówiłam sobie że zawsze mogę tam wrócić wiedziałam, że te myśli pozwolą mi raczej przebrnąć mniej boleśnie przez ten moment niż mają cokolwiek wspólnego z rzeczywistością.


Wrocław w ostatnim czasie dał mi bardzo dużo szczęścia. To tam poznałam mojego Męża i również tam w magicznym barokowym kościele w sercu miasta odbył się nasz ślub. Cieżko w takich momentach nie być sentymentalnym zwłaszcza, że od tego momentu minęło zaledwie 5 miesięcy.
Mimo sporadycznych wyjazdów służbowych do Warszawy kompletnie to miasto było mi obce. Pierwszy tydzień tutaj był dla mnie najcięższy. Największą ochotę miałam jedynie tylko na to aby spakować się i wyjechać z tego miasta. Nie przyznam się, ile nocy tutaj przepłakałam bo to aż wstyd. Mąż w tym czasie był we Wrocławiu więc mogłam do woli wyciskać łzy w poduszkę. Dniami i nocami dziewczyny. W takim stanie nie mogłam jednak trwać wiecznie. Wiecie co pomogło? Wtedy z pomocą przyszła moja Mama. Któregoś dnia zadzwoniła do mnie i powiedziała: ”Musisz wmówić sobie że będziesz tam szczęśliwa”. Pomyślałam, że to absurd lub ostatni krok do tego aby zwariować do reszty. Szczerze mówiąc nie miałam nic do stracenia. Rano robiłam makijaż, ubierałam się i przed lustrem wmawiałam sobie, że będę tu szczęśliwa. Tak, wmawiałam. Nastawiłam się wewnętrznie na dostrzeganie pozytywów sytuacji w której się znalazłam. Zaczęłam organizować mieszkanie w taki sposób, aby było przyjemne, dostrzegałam plusy dużej przestrzeni którą mamy. Przywiozłam kilka rzeczy z mojego starego mieszkania, kupiłam nową pościel, dałam się porwać zmianom. Zapalając wieczorem świece to miejsce już mi się bardziej podobało.

Muzeum Narodowe


Mimo iż zima nie jest najlepszym momentem na poznawanie miasta to zmuszałam się do wychodzenia z domu. Poznawanie okolicy sprawiło że dzisiaj wiem gdzie sprzedają najlepsze pączki, jak szybko dojechać do najbliższego centrum handlowego i gdzie mogę skrócić spódnicę która leżała w szafie przez ostatnie kilka miesięcy.
Skoro nie znałam w Warszawie nic, postanowiłam zobaczyć to co znam najlepiej. Czyli wybrałam się do Muzeum Narodowego aby nareszcie w spokoju i bez pośpiechu nacieszyć oczy moimi ulubionymi dziełami i zobaczyć ukochaną Pomarańczarkę Gierymskiego. Okazało się że wcale nie jestem sama wręcz przeciwnie mam tam wielu znajomych których warto było odwiedzić-poza Aleksandrem Gierymskim, znalazłam Jacka Malczewskiego, Józefa Chełmońskiego, Witolda Wojtkiewicza czy powiedziałam „cześć” Oldze Boznańskiej. Czułam się jakbym co najmniej każdy z nich mówił mi że będzie dobrze klepiąc mnie po plecach.
Po wyjściu z Muzeum poczułam że zostawiłam w nim strach przed Warszawą, pierwszy raz od dawna poczułam, że może być tutaj dobrze lub chociaż nie tak strasznie jak widziałam, to oczami wyobraźni. W tym dobrym humorze wypiłam kawę na Nowym Świecie i jedząc croissanta obserwowałam ludzi przez wielką witrynę. Od tego momentu, z każdym dniem jest lepiej.
Oczywiście Warszawa nigdy nie zastąpi mi Wrocławia czy chociażby ukochanego Londynu ale skoro mam tu mieszkać to musimy się polubić. Tak oto w ekspresowym tempie minął już pierwszy miesiąc w Warszawie. Szczerze mówiąc, nie chciałabym go ani analizować, ani co więcej wydawać werdyktu w tej sprawie. Piszę to, żeby Was raczej zmotywować do dostrzegania pozytywnych rzeczy w sytuacjach które nie są dla nas komfortowe. Rzeczy pozytywne wcale nie muszą być spektakularne. Wystarczą drobnostki-na dobry początek.

Książki i przewodniki które dostałam pozwalają poznać mi Warszawę od tej historycznej strony.



Czy zakochałam się w Warszawie? Jeszcze nie. Czy tęsknie za Wrocławiem? Zdecydowanie tak. Nie mniej jednak zdałam sobie sprawę, że póki co utknęłam w stolicy i dla swojego dobra (oraz najbliższych) powinnam się w niej jak najszybciej zorganizować. Mimo tego że pierwszy tydzień był dla mnie ciężki ( dobra-tragiczny wręcz), postanowiłam więcej nie wracać do tego. Wychodzi mi to z różnym skutkiem. Szczerze mówiąc robię wszystko, aby nie wzbudzać swojej tęsknoty za Wrocławiem a raczej skupiać się za tym co tu i teraz. Przeprowadzka jest podobno jednym z bardziej stresujących momentów w życiu. Szczerze mówiąc, zawsze myślałam, że jest w tym dużo przesady. Jednak w sytuacji w której się znalazłam, rozumiem dlaczego. 

Pierwsza kawa na Nowym Świecie.
Uwielbiam sklepiki muzealne i zawsze kupuję w nich coś cudownego. Tym razem wrócił ze mną notes z Pomarańczarką.


Co pomogło mi przetrwać przeprowadzkę ?


Diabeł tkwi w szczegółach -czyli szukaj pozytywnych rzeczy nawet tam gdzie wydaje się że ich nie ma. Mogą to być drobnostki, kawa w dobrej kawiarni, krótka rozmowa z panią w sklepie czy przesłany uśmiech na ulicy.

Daj sobie czas – każdy aklimatyzuje się inaczej, dla jednych zmiana otoczenia nie jest żadnym problemem inni reagują bardzo emocjonalnie. Wszystko jednak niech dzieje się Twoim rytmem a nie takim, jaki jest od Ciebie wymagany.

…daj sobie czas ale… mobilizuj się ! Jeśli już „odchorujesz” swoje, zmuszaj się trochę do poznawania nowych rzeczy, tylko w taki sposób jesteś w stanie wyrobić opinie na jakikolwiek temat, nawet jeśli dane miejsce Ci się nie podoba, będziesz wiedzieć dlaczego, lub zmotywuje Cię to do poszukania innego, które jest bliższe Twojemu sercu.

Otwieraj się na ludzi– jako introwertyk mogę powiedzieć, że nie jest to coś do czego będę namawiała Cię wbrew całemu światu, ale spróbuj – kontakt z innymi pozwoli Ci lepiej zrozumieć otoczenie, poznać je, doświadczyć nowych rzeczy, opinii, poglądów.

Organizuj przestrzeń w której żyjesz – rób to na swój sposób. Jeśli wynajmujesz mieszkanie spraw aby Cię cieszyło i abyś dobrze się w nim czuła, rozgospodaruj rzeczy osobiste, dokup to, czego Ci brakuje, zadbaj aby Cię cieszyło, zrób porządki. Przeprowadzka to dobry moment na segregowanie rzeczy, pozbywanie się tego, czego już nie nosisz, co nie jest Ci potrzebne.
Wiem co mówię – sama ostatnio stanęłam przed wyzwaniem spakowania wszystkich rzeczy. Nie dowierzałam ile było w stanie pomieścić moje małe mieszkanie. Lekcja na przyszłość : nie chomikuj, pozbywaj się rzeczy systematycznie i utrzymuj zawsze porządek…

Skupiaj się na innych – zamiast roztrząsać się nad sobą, uwagę przerzucam na bliskich. Tutaj nie muszę chyba tłumaczyć iż obecność Męża jest bezcenna. Poczucie, że podejmujemy ważne decyzje RAZEM. Staram się, aby i on czuł się dobrze, mimo zmian. I oczywiści,e Bubusia-nie zapominajmy, że zwierzęta też reagują na przeprowadzki warto więc poświęcić im więcej czasu, zwrócić również większą uwagę na to, jak zachowują się w pierwszych dniach w nowym miejscu. I więcej przytulać – to akurat działa w obu przypadkach 🙂

Rób to co lubisz. Po przeprowadzce do Warszawy wróciłam do malowania. Rzeczy, która daje mi ogromną radość a na którą wcześniej nie miałam zupełnie czasu. Skoro już tyle zmieniasz to może jest to dobry moment na powrót do starych pasji?